Mazowsze | Śląsk | Pomorze | Wielkopolska | Podkarpacie | Malopolska | Kujawy | Ziemia Lubuska | Lubelskie | Warmia i Mazury | Podlesie | Łódzkie | Świętokrzyskie
Dajcie mi wolną rękę! - Wywiad z Tomaszem Donocikiem z grupy TEWU
Mieszka i tworzy w Świętochłowicach, jest cenionym specjalistą w swoim fachu i osobą absolutnie oddaną swojej pasji. W jego teledyskach można zobaczyć miejskie plenery, ale rzadko udaje się posłuchać go tutaj na żywo. O świętochłowickiej kulturze i polityce, pomysłach na rozruszanie Skałki i oczekiwaniach, jakie mają co do lokalnej władzy młodzi ludzie, rozmawiamy z Tomaszem „Dono” Donocikiem”, założycielem i producentem hip-hopowej grupy TEWU.
Marzena Wojewoda-Rączka: Jesteś nie tylko muzykiem, ale i animatorem kultury, więc wiesz, jak powinno wyglądać życie kulturalne miasta. Jak oceniasz to świętochłowickie? Mówi się, nasze miasto jest kulturalną pustynią, też tak uważasz?
Tomasz „DONO” Donocik: Mało się tu dzieje. Mówiąc o kulturze w Świętochłowicach od razu przychodzi na myśl Festiwal Polki. Szkoda, że Skałka ożywa tylko raz w roku i to za taką kasę, która wystarczyłaby na zorganizowanie co najmniej 20 koncertów dobrych, polskich zespołów. To bez sensu, organizatorzy powinni trochę pomyśleć i naprawdę zacząć promować miasto poprzez ten festiwal. Jest tu tyle grup, zespołów, ludzi, którzy czekają na to, by ktoś wyciągnął do nich rękę, bo utożsamiają się ze Świętochłowicami. Tymczasem z uporem lansowana jest papka.
M.W-R.: Trudno się tu wybić?
T.D: Dla mnie to dziwne, ze miasto nie chce się chwalić potencjałem swoich mieszkańców. Ok., może władze nie wiedzą, że w ogóle coś się tu tworzy, ale w takim razie to jakaś pomyłka. Jeśli prezydent w radiu mówi, że jedynymi świętochłowickimi zespołami są Kindla, i The Syntetic to ja przepraszam, ale nie rozumiem.
M.W-R: Pamiętam, że byłeś zdziwiony tegorocznym wyróżnieniem w plebiscycie na „Świętochłowiczanina Roku”. Przeglądając album-nagrodę, mówiłeś, że na stronach informujących o kulturze na próżno szukać o was wzmianki.
T.D.: Moje zdziwienie to jeszcze nic, wystarczyło spojrzeć na twarze ludzi siedzących na sali. Założę się, że zastanawiali się cały czas, kto tam stoi na tej scenie (śmiech). A album, no cóż, ponad 15 lat to krótko, można nie zauważyć. Wyróżnienie to bardzo miły gest, ale nic za nim nie idzie, chociażby w kwestii organizacyjnej. To pierwsza i ostatnia do tej pory nagroda, którą zawdzięczam miastu.
M.W-R.: Kto wam pomógł przez te lata?
T.D.: Gdyby nie własny upór i przeświadczenie, że warto rozwijać pasję, pewnie nie osiągnąłbym tego, co mi się udało osiągnąć. Teraz dopiero zaczynamy powoli wychodzić na swoje, do tej pory do wszystkiego trzeba było dokładać. Początkujące zespoły grają nawet za friko, żeby tylko zaistnieć. Cóż z tego, gdy nie mają gdzie tego robić. Dlaczego jeśli zaprasza się do miasta gwiazdę, to jej suportem nie jest zespół stąd? To powinien być wręcz wymóg. Promujmy to, co mamy. W naszych teledyskach staramy się pokazywać Świętochłowice, zawsze podkreślam, że jestem stąd. To lepsza promocja niż stosy ulotek czy kartek.
M.W-R: Jakiej rozrywki pragnie młodzież?
T.D.: Każdej, byleby była. Wtedy nie siedzi się na ławce pod blokiem. Szkoda potencjału Skałki. Takie miejsce mogłoby być centrum kulturalnym, tymczasem młodzież ucieka do innych miast, tam, gdzie coś się dzieje. Teraz wyjeżdża za rozrywką, wkrótce wyjedzie za pracą, bo nic ich w tym mieście nie będzie trzymać, nie będą się z nim identyfikować. Po koncertach dostajemy mnóstwo taśm demo od młodych zespołów, często też ze Świętochłowic. Gdzie mają się zaprezentować publiczności, jeśli nie właśnie na Skałce? Ile można słuchać non stop tego samego, nie ubliżając nikomu, nie zawsze najwyższych lotów?
M.W-R: Nie mamy sprawnych organizatorów imprez kulturalnych? Nie wierzę, że w takim mieście nie znajdzie się ktoś, kto weźmie na siebie rozruszanie go?
T.D.: Pewnie, że się znajdą! Czemu w Świętochłowicach nie mógłby się odbyć festiwal na miarę chociażby OFF Festiwal w Mysłowicach. Sam bym się tego podjął, tylko widzisz, musiałbym dostać wolną rękę. Załóżmy, ze jest ustalony budżet, w którym trzeba by się zmieścić, reszta należy do nas. Bez mieszania się osób trzecich i wskazywania, kto ma zagrać, a kto nie. Za 40 tysięcy złotych jestem w stanie sprowadzić tu gwiazdę światowego hip-hopu, która przyciągnie tłumy ludzi z całej Polski. I to będzie prawdziwa promocja miasta. tym bardziej, że można by zrobić taką imprezę cykliczną. Niestety, dziś nawet ci, którzy sami palą się, by coś zrobić, napotykają na przeszkody, a ze Skałki sączy się polkowa tandeta.
M.W-R.: Coś cię denerwuje ta Polka.
T.D.: Denerwuje, bo zamiast uczyć ludzi, że istnieje też ambitniejsza muzyka, wciska się im bezwartościową papkę. Młodzież wolałaby pobawić się przy czymś innym. Teraz jest to po prostu dobry patent, by ściągnąć swoich wyborców i dać im to, czego oczekują, pójście na łatwiznę. Ale kto pomyśli o młodzieży? Ona też głosuje. A bawić musi się poza miastem. Inaczej jest chociażby w Chorzowie, Chorzowskie Centrum Kultury to naprawdę centrum kultury. Jest tam nawet studio nagrań, z którego można skorzystać, a u nas?
M.W-R.: Mamy Centrum Kultury Śląskiej…
T.D.: Właśnie, mamy, tylko nic z tego nie wynika. Wykorzystywane jest głównie do organizacji oficjalnych imprez, a mogłoby być czymś na miarę ChCK. Wszyscy by na tym zyskali, miasto też. Na razie to prowincja.
M.W-R.: Prowincjonalność nie musi być czymś złym.
T.D.: Nie, jeśli nie wiąże się z brakiem kultury. A w ten sposób to wygląda, jeśli nikt nie dba o jej rozwój. Spójrz na CKŚ Lipiny, kompletnie niezagospodarowane, a tyle się mówi o rewitalizacji tej dzielnicy. Ile imprez tam się odbywa, ile z nich może zainteresować lipińską młodzież?
M.W-R.: Mówisz o młodzieży, bo ten temat jest ci bliski, ale zaraz padną zarzuty, że Świętochłowice to nie tylko młodzi ludzie. Starszym też się coś od życia należy.
T.D.: Wszystko trzeba wyśrodkować, a dotychczas większość propozycji kierowanych jest do ludzi starszych. Jakkolwiek to zabrzmi, być może są mniej wybredni i łatwiej ich zadowolić, niż młodych, którzy mają trochę inne potrzeby. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że władza celuje w swój stały elektorat.
M.W-R: A byłeś na wyborach samorządowych?
T.D.: Nie i z tego, co wiem, mnóstwo młodych ludzi je sobie odpuszcza.
M.W-R.: Dlaczego?
T.D.: Ile było przedwyborczych spotkań skierowanych właśnie do nich? Jakie obietnice składano młodym? Czy miejska telewizja pokazała jakąś debatę przedwyborczą, w której którykolwiek kandydat pochyliłby się nad innymi potrzebami, niż wyasfaltowanie kawałka jezdni? Marzy mi się rzeczowa dyskusja, wtedy byłaby jasność. Zresztą ja w ogóle rozczarowany jestem miejską polityką. Poprosiliśmy kiedyś jedną z radnych, by wywiesiła plakaty zapowiadające nasz koncert w należących do niej punktach. Obiecała, że to zrobi. Plakaty nigdy nie zawisły i teraz pewnie bardzo oburzy się, że o tym mówię, ale to doskonała ilustracja stosunku naszych polityków do młodzieży. Jeśli deklaruje się dbałość o miasto, to niech to będzie dbałość o wszystkich, nie tylko swoich wyborców.
M.W-R.: Więc może warto, aby młodzież wyraziła swoje zdanie?
T.D.: To jest naprawdę spory elektorat do zagospodarowania. Każdy, kto walczy o wyborców, powinien postawić na młodych. Życie kulturalne tego miasta jest jaskrawym przykładem, że mogą oni wiele tu zrobić. Tylko trzeba dać im szansę, przyznać przed samym sobą, że się na czymś nie zna i oddać inicjatywę tym, którzy się znają.
M.W-R.: Jesteś rozczarowany polityką. Co jeszcze wyjątkowo nie podoba ci się w Świętochłowicach?
T.D.: Dworzec. Większość ludzi, którzy są tu po raz pierwszy, swój kontakt z naszym miastem rozpoczyna właśnie od niego. Trudno uwierzyć, że może ich tu czekać coś przyjemnego po tak ohydnym pierwszym kontakcie. Podobnie zresztą jest z Warszawą. Dopiero po kilku miesiącach mieszkania w stolicy stwierdziłem, że miasto jest całkiem fajne, a pierwszy kontakt tego nie zapowiadał, bo Centralny należy do najbardziej obskurnych miejsc, jakie znam.
M.W-R.: Ale jest.
T.D.: Fakt.
M.W-R.: Koło dworca-nie dworca, jest Muzeum Miejskie. Mówisz o tym, że z kulturą w Świętochłowicach słabo, ta placówka nie prowadzi działalności wystawienniczej od kilku lat. Byłeś w niej kiedyś?
T.D.: Byłem, nawet przyczyniłem się do powiększenia jej zbiorów (śmiech). Kiedyś z kumplami za czasów młodości znaleźliśmy taką ceramiczną głowę w miejscu, gdzie budowano DTŚ. Zanieśliśmy ją do muzeum, żeby ocenili, co to jest i byliśmy bardzo rozczarowani, że już nam jej nie oddano. Widziałem potem, że głowa znalazła się wśród eksponatów.
M.W-R.: Powinieneś być dumny…
T.D.: Jestem (śmiech). Szkoda, że tak mało mam powodów do dumy z tego miasta. Jest teraz tyle możliwości, by inwestować w kulturę, chociażby środki unijne. Dzięki nim Skałka mogłaby ożyć, marzą mi się tam teatralne spektakle plenerowe. Ilu świętochłowiczan chodzi do teatru? Tymczasem gdyby mogli zobaczyć przedstawienia na Skałce, z pewnością by poszli. Teraz oglądają pierdoły, bo to im się proponuje. A wystarczyłoby trochę pomyśleć i taki potencjał, jak Skałka, byłby znakiem rozpoznawczym tego miasta. Wiesz, wracając do twojego pierwszego pytania, odpowiem na nie konkretniej. Faktycznie, Świętochłowice to kulturalna pustynia.
M.W-R.: Powiało pesymizmem..
T.D.: Taka jest prawda, niestety. Jak myślisz, skąd biorą się tragedie? Jeśli ktoś całą swoją pasję, determinację i wysiłek wkłada w to, żeby zaistnieć, a nic za tym nie idzie, to można stracić chęć do życia. To nie tylko miejska, raczej ogólnopolska bolączka. W Warszawie mieszkałem i pracowałem nad płytą z Grzegorzem Borkiem znanym pod pseudonimem „Bolec”, niestety nie ma go już wśród nas, coś w tym jest. Tu się gna przed siebie, cały czas trzeba się rozwijać, możesz liczyć tylko na siebie, nikt nie poda ci ręki. W Stanach, jeśli dobrze zapowiadający się sportowiec ulegnie kontuzji, to się o nim nie zapomina, ma wsparcie. Utalentowane dzieci już w szkołach dostają agentów, stymuluje się ich rozwój. U nas – licz na siebie. Taka polska specyfika. Dlatego cały czas mówię o tym, że warto inwestować w ludzi. I przemycać wyższą kulturę, niech następni mają łatwiej. Nie samą papką żyje człowiek.
M.W-R.: Dziękuję za rozmowę.
************************************************************
DONO to założyciel i producent grupy TEWU z którą w 2004 wydał pierwszą płytę "TEWU -WYRWANI ZE SNU " oraz w 2008 druga "TEWU - ŚLAD PO SOBIE" .
Pojawił się w teledyskach do utworów :
TEWU -"Tempo" (w 2004 roku,1 miejsce list MTV Polska),
TEWU -"Z nimi ruszaj",
TEWU -"Podbij T",
TEWU -"Lap, lap, nowy TeWu rap" ,
TEWU -"Pokusa"
TEWU feat PEJA-„My i Wy”
TEWU- "Hono tu"
oraz gościnnie w klipach :
Styl V.IP-„Smak zwycięstwa”
Styl V.IP-„Nic mi tego nie zastąpi”
Fu - „Raptowne realia”
Kasta - „Sepy”
PEJA-Slu 3 litery/Duchowo mocny
Filmografia:
Serial „BIURO KRYMINALNE” dla TVP2 (udział w jednym z odcinków)
Zasiadał w jury :
„WOJNA O ŚLĄSK”
„I LOVE DISS GAME”
„RRLIGA”
Jest producentem czołowych polskich grup hip-hopowych, autorem ścieżki dźwiękowej do serialu "Biuro kryminalne" dla TVP2. Obecnie przygotowuje swoją pierwszą solową płytę.
Więcej informacji na stronach www.tewu.pl www.myspace.pl/tewu
Tomasz „DONO” Donocik: Mało się tu dzieje. Mówiąc o kulturze w Świętochłowicach od razu przychodzi na myśl Festiwal Polki. Szkoda, że Skałka ożywa tylko raz w roku i to za taką kasę, która wystarczyłaby na zorganizowanie co najmniej 20 koncertów dobrych, polskich zespołów. To bez sensu, organizatorzy powinni trochę pomyśleć i naprawdę zacząć promować miasto poprzez ten festiwal. Jest tu tyle grup, zespołów, ludzi, którzy czekają na to, by ktoś wyciągnął do nich rękę, bo utożsamiają się ze Świętochłowicami. Tymczasem z uporem lansowana jest papka.
M.W-R.: Trudno się tu wybić?
T.D: Dla mnie to dziwne, ze miasto nie chce się chwalić potencjałem swoich mieszkańców. Ok., może władze nie wiedzą, że w ogóle coś się tu tworzy, ale w takim razie to jakaś pomyłka. Jeśli prezydent w radiu mówi, że jedynymi świętochłowickimi zespołami są Kindla, i The Syntetic to ja przepraszam, ale nie rozumiem.
M.W-R: Pamiętam, że byłeś zdziwiony tegorocznym wyróżnieniem w plebiscycie na „Świętochłowiczanina Roku”. Przeglądając album-nagrodę, mówiłeś, że na stronach informujących o kulturze na próżno szukać o was wzmianki.
T.D.: Moje zdziwienie to jeszcze nic, wystarczyło spojrzeć na twarze ludzi siedzących na sali. Założę się, że zastanawiali się cały czas, kto tam stoi na tej scenie (śmiech). A album, no cóż, ponad 15 lat to krótko, można nie zauważyć. Wyróżnienie to bardzo miły gest, ale nic za nim nie idzie, chociażby w kwestii organizacyjnej. To pierwsza i ostatnia do tej pory nagroda, którą zawdzięczam miastu.
M.W-R.: Kto wam pomógł przez te lata?
T.D.: Gdyby nie własny upór i przeświadczenie, że warto rozwijać pasję, pewnie nie osiągnąłbym tego, co mi się udało osiągnąć. Teraz dopiero zaczynamy powoli wychodzić na swoje, do tej pory do wszystkiego trzeba było dokładać. Początkujące zespoły grają nawet za friko, żeby tylko zaistnieć. Cóż z tego, gdy nie mają gdzie tego robić. Dlaczego jeśli zaprasza się do miasta gwiazdę, to jej suportem nie jest zespół stąd? To powinien być wręcz wymóg. Promujmy to, co mamy. W naszych teledyskach staramy się pokazywać Świętochłowice, zawsze podkreślam, że jestem stąd. To lepsza promocja niż stosy ulotek czy kartek.
M.W-R: Jakiej rozrywki pragnie młodzież?
T.D.: Każdej, byleby była. Wtedy nie siedzi się na ławce pod blokiem. Szkoda potencjału Skałki. Takie miejsce mogłoby być centrum kulturalnym, tymczasem młodzież ucieka do innych miast, tam, gdzie coś się dzieje. Teraz wyjeżdża za rozrywką, wkrótce wyjedzie za pracą, bo nic ich w tym mieście nie będzie trzymać, nie będą się z nim identyfikować. Po koncertach dostajemy mnóstwo taśm demo od młodych zespołów, często też ze Świętochłowic. Gdzie mają się zaprezentować publiczności, jeśli nie właśnie na Skałce? Ile można słuchać non stop tego samego, nie ubliżając nikomu, nie zawsze najwyższych lotów?
M.W-R: Nie mamy sprawnych organizatorów imprez kulturalnych? Nie wierzę, że w takim mieście nie znajdzie się ktoś, kto weźmie na siebie rozruszanie go?
T.D.: Pewnie, że się znajdą! Czemu w Świętochłowicach nie mógłby się odbyć festiwal na miarę chociażby OFF Festiwal w Mysłowicach. Sam bym się tego podjął, tylko widzisz, musiałbym dostać wolną rękę. Załóżmy, ze jest ustalony budżet, w którym trzeba by się zmieścić, reszta należy do nas. Bez mieszania się osób trzecich i wskazywania, kto ma zagrać, a kto nie. Za 40 tysięcy złotych jestem w stanie sprowadzić tu gwiazdę światowego hip-hopu, która przyciągnie tłumy ludzi z całej Polski. I to będzie prawdziwa promocja miasta. tym bardziej, że można by zrobić taką imprezę cykliczną. Niestety, dziś nawet ci, którzy sami palą się, by coś zrobić, napotykają na przeszkody, a ze Skałki sączy się polkowa tandeta.
M.W-R.: Coś cię denerwuje ta Polka.
T.D.: Denerwuje, bo zamiast uczyć ludzi, że istnieje też ambitniejsza muzyka, wciska się im bezwartościową papkę. Młodzież wolałaby pobawić się przy czymś innym. Teraz jest to po prostu dobry patent, by ściągnąć swoich wyborców i dać im to, czego oczekują, pójście na łatwiznę. Ale kto pomyśli o młodzieży? Ona też głosuje. A bawić musi się poza miastem. Inaczej jest chociażby w Chorzowie, Chorzowskie Centrum Kultury to naprawdę centrum kultury. Jest tam nawet studio nagrań, z którego można skorzystać, a u nas?
M.W-R.: Mamy Centrum Kultury Śląskiej…
T.D.: Właśnie, mamy, tylko nic z tego nie wynika. Wykorzystywane jest głównie do organizacji oficjalnych imprez, a mogłoby być czymś na miarę ChCK. Wszyscy by na tym zyskali, miasto też. Na razie to prowincja.
M.W-R.: Prowincjonalność nie musi być czymś złym.
T.D.: Nie, jeśli nie wiąże się z brakiem kultury. A w ten sposób to wygląda, jeśli nikt nie dba o jej rozwój. Spójrz na CKŚ Lipiny, kompletnie niezagospodarowane, a tyle się mówi o rewitalizacji tej dzielnicy. Ile imprez tam się odbywa, ile z nich może zainteresować lipińską młodzież?
M.W-R.: Mówisz o młodzieży, bo ten temat jest ci bliski, ale zaraz padną zarzuty, że Świętochłowice to nie tylko młodzi ludzie. Starszym też się coś od życia należy.
T.D.: Wszystko trzeba wyśrodkować, a dotychczas większość propozycji kierowanych jest do ludzi starszych. Jakkolwiek to zabrzmi, być może są mniej wybredni i łatwiej ich zadowolić, niż młodych, którzy mają trochę inne potrzeby. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że władza celuje w swój stały elektorat.
M.W-R: A byłeś na wyborach samorządowych?
T.D.: Nie i z tego, co wiem, mnóstwo młodych ludzi je sobie odpuszcza.
M.W-R.: Dlaczego?
T.D.: Ile było przedwyborczych spotkań skierowanych właśnie do nich? Jakie obietnice składano młodym? Czy miejska telewizja pokazała jakąś debatę przedwyborczą, w której którykolwiek kandydat pochyliłby się nad innymi potrzebami, niż wyasfaltowanie kawałka jezdni? Marzy mi się rzeczowa dyskusja, wtedy byłaby jasność. Zresztą ja w ogóle rozczarowany jestem miejską polityką. Poprosiliśmy kiedyś jedną z radnych, by wywiesiła plakaty zapowiadające nasz koncert w należących do niej punktach. Obiecała, że to zrobi. Plakaty nigdy nie zawisły i teraz pewnie bardzo oburzy się, że o tym mówię, ale to doskonała ilustracja stosunku naszych polityków do młodzieży. Jeśli deklaruje się dbałość o miasto, to niech to będzie dbałość o wszystkich, nie tylko swoich wyborców.
M.W-R.: Więc może warto, aby młodzież wyraziła swoje zdanie?
T.D.: To jest naprawdę spory elektorat do zagospodarowania. Każdy, kto walczy o wyborców, powinien postawić na młodych. Życie kulturalne tego miasta jest jaskrawym przykładem, że mogą oni wiele tu zrobić. Tylko trzeba dać im szansę, przyznać przed samym sobą, że się na czymś nie zna i oddać inicjatywę tym, którzy się znają.
M.W-R.: Jesteś rozczarowany polityką. Co jeszcze wyjątkowo nie podoba ci się w Świętochłowicach?
T.D.: Dworzec. Większość ludzi, którzy są tu po raz pierwszy, swój kontakt z naszym miastem rozpoczyna właśnie od niego. Trudno uwierzyć, że może ich tu czekać coś przyjemnego po tak ohydnym pierwszym kontakcie. Podobnie zresztą jest z Warszawą. Dopiero po kilku miesiącach mieszkania w stolicy stwierdziłem, że miasto jest całkiem fajne, a pierwszy kontakt tego nie zapowiadał, bo Centralny należy do najbardziej obskurnych miejsc, jakie znam.
M.W-R.: Ale jest.
T.D.: Fakt.
M.W-R.: Koło dworca-nie dworca, jest Muzeum Miejskie. Mówisz o tym, że z kulturą w Świętochłowicach słabo, ta placówka nie prowadzi działalności wystawienniczej od kilku lat. Byłeś w niej kiedyś?
T.D.: Byłem, nawet przyczyniłem się do powiększenia jej zbiorów (śmiech). Kiedyś z kumplami za czasów młodości znaleźliśmy taką ceramiczną głowę w miejscu, gdzie budowano DTŚ. Zanieśliśmy ją do muzeum, żeby ocenili, co to jest i byliśmy bardzo rozczarowani, że już nam jej nie oddano. Widziałem potem, że głowa znalazła się wśród eksponatów.
M.W-R.: Powinieneś być dumny…
T.D.: Jestem (śmiech). Szkoda, że tak mało mam powodów do dumy z tego miasta. Jest teraz tyle możliwości, by inwestować w kulturę, chociażby środki unijne. Dzięki nim Skałka mogłaby ożyć, marzą mi się tam teatralne spektakle plenerowe. Ilu świętochłowiczan chodzi do teatru? Tymczasem gdyby mogli zobaczyć przedstawienia na Skałce, z pewnością by poszli. Teraz oglądają pierdoły, bo to im się proponuje. A wystarczyłoby trochę pomyśleć i taki potencjał, jak Skałka, byłby znakiem rozpoznawczym tego miasta. Wiesz, wracając do twojego pierwszego pytania, odpowiem na nie konkretniej. Faktycznie, Świętochłowice to kulturalna pustynia.
M.W-R.: Powiało pesymizmem..
T.D.: Taka jest prawda, niestety. Jak myślisz, skąd biorą się tragedie? Jeśli ktoś całą swoją pasję, determinację i wysiłek wkłada w to, żeby zaistnieć, a nic za tym nie idzie, to można stracić chęć do życia. To nie tylko miejska, raczej ogólnopolska bolączka. W Warszawie mieszkałem i pracowałem nad płytą z Grzegorzem Borkiem znanym pod pseudonimem „Bolec”, niestety nie ma go już wśród nas, coś w tym jest. Tu się gna przed siebie, cały czas trzeba się rozwijać, możesz liczyć tylko na siebie, nikt nie poda ci ręki. W Stanach, jeśli dobrze zapowiadający się sportowiec ulegnie kontuzji, to się o nim nie zapomina, ma wsparcie. Utalentowane dzieci już w szkołach dostają agentów, stymuluje się ich rozwój. U nas – licz na siebie. Taka polska specyfika. Dlatego cały czas mówię o tym, że warto inwestować w ludzi. I przemycać wyższą kulturę, niech następni mają łatwiej. Nie samą papką żyje człowiek.
M.W-R.: Dziękuję za rozmowę.
************************************************************
DONO to założyciel i producent grupy TEWU z którą w 2004 wydał pierwszą płytę "TEWU -WYRWANI ZE SNU " oraz w 2008 druga "TEWU - ŚLAD PO SOBIE" .
Pojawił się w teledyskach do utworów :
TEWU -"Tempo" (w 2004 roku,1 miejsce list MTV Polska),
TEWU -"Z nimi ruszaj",
TEWU -"Podbij T",
TEWU -"Lap, lap, nowy TeWu rap" ,
TEWU -"Pokusa"
TEWU feat PEJA-„My i Wy”
TEWU- "Hono tu"
oraz gościnnie w klipach :
Styl V.IP-„Smak zwycięstwa”
Styl V.IP-„Nic mi tego nie zastąpi”
Fu - „Raptowne realia”
Kasta - „Sepy”
PEJA-Slu 3 litery/Duchowo mocny
Filmografia:
Serial „BIURO KRYMINALNE” dla TVP2 (udział w jednym z odcinków)
Zasiadał w jury :
„WOJNA O ŚLĄSK”
„I LOVE DISS GAME”
„RRLIGA”
Jest producentem czołowych polskich grup hip-hopowych, autorem ścieżki dźwiękowej do serialu "Biuro kryminalne" dla TVP2. Obecnie przygotowuje swoją pierwszą solową płytę.
Więcej informacji na stronach www.tewu.pl www.myspace.pl/tewu
