Świętochłowiczanie mnie docenią - wywiad z Eugeniuszem Mosiem

Umówienie się na wywiad z prezydentem Świętochłowic zajęło nam blisko dwa miesiące. Z długiej listy pytań do Eugeniusza Mosia nie udało nam się zadać wszystkich, ponieważ prezydent, znajdujący się jakby nie było w oku samorządowego cyklonu, poświęcił nam tylko pół godziny.
O tym, jak bardzo Eugeniusz Moś ♥ SW i jak ocenia zmiany na miejskiej scenie politycznej, przeczytasz tylko u nas!


Marzena Wojewoda-Rączka: Panie prezydencie, niedawno zmienił się układ sił w Radzie Miejskiej, mówił pan wielokrotnie, że sytuacja jest trudna. Jak ocenia pan w tej chwili swoją pozycję w świętochłowickim samorządzie?
Eugeniusz Moś: Decydując się na odwołanie mego zastępcy miałem pełną świadomość tego, że pewna grupa radnych związana z nim zerwie współpracę z „Porozumieniem Świętochłowickim” a tym samym rozpadnie się dotychczasowa koalicja. Liczyłem się z takimi konsekwencjami ale uważam, ze decyzja była słuszna ponieważ zawsze kieruję się dobrem Świętochłowic jak i jego mieszkańców.
M.W-R: Ukonstytuowanie się nowej koalicji jest więc porażką, czy jedynie lekkim dyskomfortem?
E.M: Jest porażką dla miasta. Można tak stwierdzić chociażby patrząc przez pryzmat ostatnich zdarzeń, mających miejsce podczas uchwalania budżetu. Decyzje grupy radnych to robienie na złość świętochłowiczanom, mieszkańcom innych miast, szpitalowi i mnie. Wielokrotnie apelowałem do nich o współpracę, wyciągałem rękę do zgody, bezskutecznie. Mam nadzieję, ze taka sytuacja nie potrwa do końca kadencji.

M.W-R : A jeśli będzie trwać przez następne dwa lata?
E.M: Ciągle mam nadzieję na podjęcie współpracy. Jestem otwarty. Jeżeli jednak tak się nie stanie, mieszkańcy muszą mieć świadomość, że nie uda się na przykład sfinalizować wielu zaplanowanych wcześniej inwestycji. Zaprojektowany przeze mnie budżet w tej chwili wzięli w swoje ręce radni i to oni będą za niego odpowiedzialni. Wykreślili między innymi projekty realizowane ze środków unijnych i dotacje dla Szpitala Powiatowego.

M.W-R: Zostały one wpisane do rezerwy celowej…
E.M: Więc de facto są wykreślone. Kiedy przedstawiałem listę rezerwową, na którą wpisano inwestycje, które mogą zostać w tym roku zrealizowane pod warunkiem, że starczy na to funduszy, zżymano się, że przedstawiam listę pobożnych życzeń. Radnym natomiast wolno tworzyć „rezerwy celowe”, choć właściwie rzecz sprowadza się do tego samego.

M.W-R: Przewodniczący Porozumienia Świetochłowickiego Jerzy Lesik na ostatniej sesji sugerował, że wobec braku zgody w radzie, można rozpisać referendum i spytać mieszkańców, czy chcą, by szpital był dofinansowany z funduszy miasta.
E.M: Nie uważam, by referendum było konieczne. Według mnie udzielanie dotacji jedynemu w mieście szpitalowi jest obowiązkiem jego organu założycielskiego, czyli gminy. Jeśli takiej pomocy zabraknie, ci, którzy jej odmówili, będą musieli wziąć pełną odpowiedzialność za jego likwidację. Coraz bardziej krystalizuje się podział na tych, którzy są za szpitalem i tych, którzy są mu przeciwni. Mieszkańcy powinni być tego świadomi. Ubolewam, że w wyniku zmiany budżetu nie będzie doposażenia szpitala w sprzęt medyczny, chociaż można to było zrobić w ramach programu Partner II, z dużym udziałem funduszy unijnych.

M.W-R: W świętochłowickim Urzędzie Miasta pozyskiwaniem tych funduszy zajmują się tylko dwie osoby, bo tylu pracowników liczy Wydział do spraw Unii Europejskiej. To nie za mało?
E.M: Tak jest w większości gmin. Wydział koordynuje prace, pilnuje terminów, składa wnioski, ale już na przykład studium wykonalności, czy dokumentację przygotowują firmy zewnętrzne, oraz inne wydziały UM.

M.W-R: Na stanowisko zastępcy prezydenta powołał pan byłą przewodnicząca Rady Miejskiej, Urszulę Gniełkę. Co przesądziło o takim właśnie wyborze?
E.M: Pani Gniełka otrzymała rekomendację od największego jednolitego klubu radnych. Spotkałem się z przewodniczącymi dwóch najliczniejszych klubów, proponując im zarekomendowanie odpowiedniej osoby na stanowisko mojego zastępcy, bo tak nakazuje praktyka demokratyczna. Zaproponowałem też podpisanie umowy koalicyjnej dla dobra miasta. Niestety, do tego nie doszło. Rozmawiałem wstępnie z radnym Andrzejem Poradą, czy nie zechciałby podjąć się sprawowania funkcji zastępcy, zgodził się, ale stwierdził, że musi to skonsultować z pozostałymi członkami Platformy Obywatelskiej. Rekomendacji jednak nie dostał. Widocznie partia źle mu życzy, skoro nie wyraziła zgody na objęcie tak prestiżowego w mieście stanowiska. Powołałem więc panią Gniełkę, nie jego.

M.W-R: Na razie w pustkami świeci też gabinet sekretarza miasta. Czy można liczyć na to, że w najbliższym czasie i to stanowisko zostanie obsadzone?
E.M: Również w tej sprawie liczyłem na współpracę między organem stanowiącym a wykonawczym. Ponieważ i zastępca prezydenta, i sekretarz miasta są, jakby na to nie patrzeć, funkcjami politycznymi, chciałem, by zachowana została równowaga sił. W tej sytuacji można się jednak spodziewać, że przy powołaniu sekretarza będę brał pod uwagę jedynie kryteria merytoryczne i przygotowanie zawodowe kandydata. Kierować się będę, tak, jak w przypadku mojego zastępcy Czesława Chrószcza, wyłącznie kwestią fachowości. *)

M.W-R: Panie prezydencie, jedną z najbardziej kojarzonych w mieście rzeczy jest stylizowany znaczek I Love SW. Niejednokrotnie podnoszono, że jest to plagiat loga I love New York, ponadto znaczek z założenia promocyjny, pojawia się na publikacjach, które miastu splendoru nie przynoszą.
E.M.: To znaczy jakich?
M.W-R: Na przykład kolportowanym w Świętochłowicach „Biuletynie Informacyjnym na temat służby zdrowia”.
E.M: Dlaczego niby ta publikacja nie przynosiła splendoru? To była rzetelna informacja, która dała mieszkańcom pogląd na to, co działo się w szpitalu powiatowym. Sprytna grupa zaabsorbowała media, by dezinformować świętochłowiczan. Na szczęście pod koniec tej akcji również i dziennikarze przekonali się, że sytuacja wyglądała całkiem inaczej, niż przedstawiano ją w pierwszych relacjach ze szpitala.
Jeśli chodzi o słynny znaczek, był on wzorowany na nowojorskim, jednak finalnie przybrał zupełnie inny wymiar. Nasze logo wpisane jest w tablicę rejestracyjną, wykorzystuje litery zawarte w świętochłowickich numerach rejestracyjnych, więc o splagiatowaniu nie ma mowy. W pewnym momencie pojawiła się po prostu potrzeba wykreowania loga promocyjnego dla miasta.

M.W-R: Kto je wymyślił?
E.M: Przyznaję, że to mój pomysł. A skąd się wziął? To proste. Zarówno ja, jak i skupieni wokół mnie ludzie nie wstydzą się głośno powiedzieć – Kocham Świętochłowice! To zawołanie powinno propagować patriotyzm lokalny i przyciągać ludzi, którym na tym mieście zależy. O projekt graficzny jednak już się nie pokusiłem, są od tych rzeczy specjaliści. (uśmiech)

M.W-R: Świętochłowice są członkiem Górnośląskiego Związku Metropolitalnego. To członkowstwo miało być dla miasta wielką szansą, jakie są więc z niego realne korzyści, co zyskują nasi mieszkańcy?
E.M: Decydujące znaczenie dla związku miała mieć ustawa metropolitalna, nie tylko regulować zasady funkcjonowania metropolii, ale i określić system finansowania. Ustawy nie ma do dziś, nie ma więc i dodatkowego finansowania. Związek musi działać na zasadzie porozumień między gminami członkowskimi. Aktualnie najważniejszymi sprawami omawianymi na zgromadzeniach GZM są ujednolicony, elektroniczny nabór do szkół, wspólna promocja miast, choć tu, przyznaję, efekty są jeszcze mało widoczne. Ponadto pracujemy nad porozumieniem w sprawie przygotowania rozwiązań dotyczących budowy spalarni odpadów komunalnych oraz wspólnymi projektami inwestycyjnymi finansowanymi ze środków unijnych.

M.W-R: Panie prezydencie, będzie pan kandydował w kolejnych wyborach?
E.M: A co mi pani radzi? (uśmiech)

M.W-R: W takim razie inaczej sformułuję to pytanie. Kogo postrzega pan jako najgroźniejszego kontrkandydata na stanowisko prezydenta Świętochłowic?
E.M: Mieszkańcy udzielili mi wysokiego poparcia, mają zaufanie do mnie, jako do osoby odpowiedzialnej za miasto. Nie opieram swoich działań na doraźnych programach, ale cały czas, konsekwentnie realizuję Strategię dla Rozwoju Miasta i jak dotychczas udaje mi się jej założenia wprowadzać w czyn. Mam zaufanie do rozsądku mieszkańców.

M.W-R: A kontrkandydaci?
E.M: W radzie Miejskiej już bywało burzliwie, w ciągu kilku lat cztery razy zmieniano prezydenta. Udało mi się ustabilizować tę sytuację. Myślę, że świętochłowiczanie docenią zarówno moją pracę, jak i pracę wspierających mnie radnych. Zdecydują mieszkańcy.

M.W-R : Dziękuję bardzo za rozmowę.

*) Rozmowa miała miejsce przed powołaniem Jolanty Salbert-Kowalczyk na stanowisko sekretarza miasta.


Czy po wielu zapewnieniach, w końcu znajdą się pieniądze na świętochłowicki sport? Co dalej z kulturą w mieście? Jak wyglądać będzie przyszłość szpitala powiatowego? Czy promocja to coś, czym nasze miasto może się poszczycić? Mamy nadzieję, że wyczerpującej odpowiedzi na te i inne pytania prezydent miasta udzieli już wkrótce.